Od kilku miesięcy słyszy się coraz więcej o skutkach tego co robi słowo na „K”. Nie budzi ono pozytywnych skojarzeń dlatego najchętniej nawet byśmy go nie wypowiadali. Wielu z nas mogło odczuć je w różny sposób a dotyczy ono jednego – naszych pieniędzy. A chodzi mi o „KRYZYS”. Mimo że kryzys na początku dotyczył tylko instytucji finansowych nie mogło się obejść bez echa czego teraz skutkiem jest wiele osób, które straciły prace lub zmagają się z coraz większymi ratami kredytowymi.
Nie mam zamiaru pisać jakiegoś kolejnego felietonu o kryzysie bo i tak od dłuższego czasu jest to TOP temat prawie w każdej gazecie i w żadnym wypadku nie napawa nas to entuzjazmem ale chciałabym się podzielić moją „nadzieją” w obecnym czasie.
Jeszcze pół roku temu byłam świeżo upieczoną absolwentką ekonomii, która jak każdy absolwent szukała pracy .. najlepiej w zawodzie. Po miesiącu poszukiwań i modlitwy dostałam pracę właśnie w banku. Żeby błogosławieństw nie było za mało, nie dość że dostałam pracę tam gdzie chciałam to jeszcze z rewelacyjnym team’em J (wiadomo jak to jest ważne). Lecz niedługo wieści o kryzysie zaczęły przybierać na sile , banki zaczęły się zadłużać, ludzie jakoś ratować swoje pieniądze. I muszę przyznać że nie wyglądało to za ciekawie. Wtedy zaczęłam się zastanawiać co tak naprawdę ma wartość w naszym życiu? W kim lub w czym tak naprawdę pokładamy naszą nadzieję? Jak bardzo cenne okazują się pieniądze gdy coś idzie nie tak? I co najważniejsze gdzie szukamy pomocy gdy takie sytuacje przychodzą na nas??
Ja mogę powiedzieć jedynie od siebie, bo nie zbiłam jeszcze wielkich kokosów i może nie mam za bardzo o co się martwić ale im bardziej słyszałam o skutkach kryzysu tym bardziej miałam w środku przekonanie, że Pan wszystko doskonale widzi i wie. Wie czego potrzebuję. A to co jest cenne dla mnie nie leży na lokacie w banku więc poza tym nie mam się o co martwić. To On jest tym, który zaopatruje, to On jest tym, który gdy daje obietnice to jest też im wierny.
Moja nadzieja i moje zaufanie jest w tym co powiedział Pan Jezus, i wiem, że tu nie ma różnicy czy są to czasy kryzysu finansowego, klęski, czy pokoju:
„Nie troszczcie się więc i nie mówcie: co będziemy jeść? albo: co będziemy pić? albo: czym się będziemy przyodziewać (...) albowiem Ojciec Wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie”.
I jeśli tylko z radością będę szukała Bożych dróg, sprawiedliwości, i Bożego pokoju [właśnie teraz gdzie jest tyle niepewności], wszystko czego potrzebuję będzie mi dane. (na podst. Mat.6;33, Rzym.14;17)
I to są słowa, których się trzymam.
Z jednej strony miałabym powody do zmartwień ponieważ zostało mi tylko ok. 2,5 miesiąca pracy na obecnej umowie. Potem... nie wiem co będzie potem... mogą mnie zwolnić lub przedłużyć umowę.
Ale z drugiej strony wiem jedno – Pan mój wie czego potrzebuję. Wiem, że nie miałabym tej pracy gdyby mi to nie zostało dane z góry, dlatego wiem też, że moja przyszłość należy od Najwyższego J ...a On dba o swoje dzieci:] i Chwała Mu za to!