czy dzisiaj przywitamy naszego synka? może jutro?
i tak od kilku dni zadaję sobie to pytanie. moje myśli krążą wokół synka, wszystkiego co wiąże się z przyjściem małego człowieka na świat.
oczekiwanie na spotkanie z synkiem jest początkiem wielkiej przygody.
wstałam z samego rana. to już dzisiaj - idę do szpitala na "obrót" maleństwa. zarejestrowałam się w szpitalu. zanim udam się na zabieg, wpierw muszę zrobić usg.
poszliśmy z tomkiem, spotkaliśmy się z lekarzem. patrzymy w ekran-jakie będą wyniki? może jednak synek się obrócił? TAK! obrócił się, sam :) w momencie uśmiech pojawił się na mojej twarzy. przy okazji lekarz sprawdził czy wszystko jest w porządku, zmierzył maleństwo i na koniec pokazał nam twarz synka :) emocje wielkie, synek śpi, taki ładniutki, zgrabny nosek, usta. to takie niesamowite, aż trudno uwierzyć-mały człowiek mieszka w tobie i już wkrótce przyjdzie na świat.
kochany Tato, dzięki że synek się odwrócił. dziękuję, że dałeś nam pokój i nadzieję.
mój pierwszy wpis. to bardzo trudne, trzeba uspokoić rozbiegane myśli, zastanowić się co napisać i w jaki sposób, by było zrozumiałe.
przez ostatnie trzy dni moje myśli głównie krążą wokół naszego synka (który już wkrótce przyjdzie na świat). ktoś by pomyślał, że to nic takiego, każda kobieta w ciąży rozmyśla o swoim przyszłym dziecku. jednak biorąc pod uwagę, że moja ciąża od samego początku to stan prawdziwe błogosławiony, nie martwiłam się o to co będzie. modliłam się (sama i z mężem) by Bóg chronił nasze dziecko. synek jest zdrowy, wszystkie wyniki badań są prawidłowe. jestem wdzięczna Bogu, że o wszystko się troszczy. jednak na ostatnim usg okazało się, że maleństwo jest ułożone głową do góry... moja radość gdzieś odeszła, marzenie naturalnego porodu stało się tak odległe. czy mogę coś zrobić? synku odwróć się, proszę. Tato spraw by dziecko się odwróciło.
wiem też, że Bóg jest ze mną i naszym synkiem. ta pewność sprawia, że z każdym dniem jestem bardziej spokojna. mój Tata trzyma wszystko w swoim ręku. On jest moją nadzieją.